Królobójcy

.    FoundryCMF po raz 13 już! Ostatnim razem było krótko, dziś odrobinę dłużej. 

     Daren, nasz sympatyczny i trochę pechowy złodziej (Sensei) wreszcie uzbroił się w nowe drugolevelowe umiejętności i zdołał pokonać ostatnie pułapki w Sali Dioram. Sukces cenny, tym bardziej że połowa drużyny była już nieźle pokiereszowana i nie wiadome było, jak ich systemy zdrowotne przetrwałyby kolejne rany. 

     Ale ran nie było, były za to kolejne drzwi.

     Branik (Kolek) przebadał je dokładnie nie wykrywając żadnych złowrogich mechanizmów, dosłyszał za to jakieś złowrogie szmery z drugiej strony. Znany z odwagi krasnolud otworzył wrota...

     Z drugiej strony była spora komnata mocno oblepiona pajęczynami. I web lurker który w aklo dumnie oznajmił, że jest Królem Miasta Duchów. I że chce ofiar, najlepiej w mięsie i złocie.

     Edmund Szeląg (Meler) od niedawna znał aklo, choć nigdy nie wkuwał jego gramatyki. Nasz poborca podatkowy rozpoczął negocjacje... i poszły mu one zupełnie jak Donaldowi Trumpowi w Islamabadzie. Ale to nie była jego wina.

     Wałęsający się po komnacie Branik nadepnął na dream spidera czającego się wśród pajęczyn. I eksplodowała przemoc.

     W trwającej 5 rund bitwie przeciwnik zdołał wyeliminować Edmunda (znowu), ale uległ coraz lepiej taktycznie walczącej drużynie. Na szczególne uznanie zasługuje Daren Korvane, który przełamał swą arachnofobię i wbiegł pomiędzy przerośnięte pajęczaki by wesprzeć osaczonego Branika oraz Grogho (Brachu), który chybiając swymi alchemicznymi bombami oszczędził w ten sposób Maximilliusa przed opryskaniem kwasem. A gdy kurz bitewny opadł, wśród pajęczyn wyłoniły się magiczne artefakty...

Komentarze

Popularne posty