Rosalinda na jeleniu

 


     Ech, nie wiem nawet jak zacząć ten raport. Druga sesja w kampanii Lustria była… szalona. No, jej końcówka przynajmniej. 

     Drużyna w składzie: 

  • Linmarric (elf, żeglarz, Elpi) 
  • Finuval Potrójny (elf, agent, Jawor)
  • Santiago Marques (Estalijczyk, gladiator, Linkoln)
  • Balventura Baloandro (Tileańczyk, tłumacz, Balista)
  • Jurgen Quintus (Imperialny, mistrz przetrwania, Teluch)
     Zabrakło Dagdy, który enpecował.
     
     Ostatnio drużyna wychodziła z Neu Bechafen w poszukiwaniu Jadeitowej Żaby i nadziała się na patrol ghuli poszukujących ciepłego mięsa (i Błyszczka, który z drużyną wędrował). Starcie było zaciekłe, bo ósemka ghuli w starciu z fatalnymi rzutami bohaterów sprawiła, że Santiago, Balventura i Dagda musieli spalić PP by przetrwać (Finuval w ogóle uciekł, a Linmarric… uciekł i wrócił). 

     W poszukiwaniu Żaby drużyna szła tropem ekspedycji krasnoluda Kwarca, który płynął w górę rzeki Tieto… potrzebowała więc łodzi. Monopol na małe łodzie w tym dorzeczu miał stary wiarus Gedeon, który ostatecznie wypożyczył jedną za 50 pensów i elfi sztylet. Siedmiodniowy rejs urozmaicał bohaterom deszcz i jęki pokąsanego przez ghule Baloandra, któremu wdała się gorączka. 

     Szóstego dnia ekspedycji drogę zagrodził im fort władcy „Hrabstwa Tieto”, wampira Ridolfiego. Negocjacje z hrabią okazały się zaskakująco łatwe: gdy tylko Linmarric wspomniał o Kwarcu, Ridolfi nakazał przepuścić podróżników. Nie popłynęli daleko - już następnego dnia katarakty zmusiły ich do przedwczesnego wylądowania. Znaleźli tam ślady po Kwarcu! Wiodły prosto w dżunglę…

     Przedzieranie się przez lustryjskie bezdroża zajęło bohaterom aż 14 dni, w dużej mierze przez masywną, tropikalną burzę która skutecznie wstrzymała wszelkie ich postępy. Arogancja Finuvala osiągnęła w tym czasie poziom, który resztę zmusił do czasowego zakneblowania elfa…

     14 dnia odnaleźli wreszcie Jaskinię Żaby. Samotnie wszedł do niej Finuval by przeżyć srogie rozczarowanie - postument na statuetkę był pusty. Gdy wyszedł z pieczary ku swemu zaskoczeniu odkrył, że drużyna zniknęła. 

     Zniknęła, bo przestraszyła się pojedynczego, obserwującego ich skinka. Zaczęli ucieczkę. 

     Finuval od razu zabłądził i los troszczący się o narrację sesji poprowadził go do Wioski Kwarca, w której mieszkał poszukiwany krasnolud otoczony kilkudziesięcioma skinkami uważającymi go za boga. Był to bóg całkowicie obłąkany - widząc elfa zaczął go pytać o jakąś Rosalindę i jelenie. Finuval też zaczął grać w tę grę i chyba pięć minut prowadziłem z Jaworem jedną z najbardziej absurdalnych konwersacji w historii mojego erpegowania. Koniec końców wystarczy stwierdzić, że na koniec Finuval położył się na plecach (miał uklęknąć) co Kwarcowi skojarzyło się z ofiarą - krasnolud nakazał odpalenie samobójczego rytuału. Korzystając z zamieszania elf wbił żabiemu bóstwu sztylet w szyję…

     I wtedy właśnie błądząca w dżungli reszta drużyny dotarła do Wioski Kwarca, patrząc w szoku na dziesiątki umierających skinków…

     

Komentarze

Popularne posty