Phandalin: ruiny Thundertree

     Po raz czwarty już moja drużyna odwiedziła Wybrzeże Mieczy (poprzednie odwiedziny opisane są tu, tu i tu). Sterroryzowani nieco przez pokaz siły Czerwonych Płaszczy przyjaciele (czyli Thoradin, rozdający magiczne plaskacze krasnoludzki kapłan; Garet Tealeaf, pesymistyczny niziołek ze zdecydowanie introwertycznym podejściem do świata; Grimm, łucznik marzący o pokonywaniu smoków) postanowili szukać wsparcia w ruinach Thundertree, gdzie przebywać miał aktualnie druid Reidoth, znajomy ciotki najmniejszego członka drużyny. Tuż przed dotarciem do Thundertree do naszych trzeciopoziomowych już awanturników dołączył beniaminek: pierwszopoziomowy wojownik Aquantus, który dołączył do phandalińskiego ruchu oporu i został wysłany przez Sildara Hallwintera na pomoc zmierzającej do Thundertree drużynie.

     A pomoc była potrzebna, gdyż w ruinach Thundertree swoje leże urządził sobie smok.

Zielsko
     Przez większość przygody drużyna szła jak walec miażdżący kolejnych wrogów. Domostwa w Thundertree były paradą smakowitości: Ash Zombies (dopakowane magicznym puffem :) ), Giant Spiders, Twig Blights (ochrzczone przez graczy zielskiem) i wierni z Kultu Smoka rywalizowali ze sobą o względy moich chłopców... i wszyscy ulegali. Największe zagrożenie awanturnicy tworzyli sobie sami, na przykład strzelając sobie nawzajem w tyłki z longbowów (tak, tak, na Ciebie patrzą te literki, panie Grimm). W trakcie tego blitzkriegu drużyna odnalazła Reidotha... i tu doznali pierwszej porażki. Druid nie zamierzał mieszać się w konflikty homo sapiens i pomysł wycieczki do Phandalinu z góry odrzucił. Ponieważ wszakże nieco drażnił go smok w ruinach wieży, obiecał podzielić się z poszukiwaczami przygód informacjami i potionami w zamian za ewentualną smoczą eksmisję.

     Wtedy też zaczęły się emocje, gdyż Venomfang (tak nazywał się zielonołuski nowy obywatel Thundertree) okazał się być posiadaczem morderczego zionięcia.

     Pierwszy gazowy atak smoka na nogach przetrwał tylko... Thoradin. Cała reszta straciła przytomność i sytuacja wyglądała na beznadziejną. Pechowo dla gada, przetrwał akurat drużynowy medyk, który zaczął stawiać kolegów na nogi... a smokowi akurat skończyły się dobre rzuty. Poza tym, jego przeciwnicy zdecydowali się bronić w przedsionku do wieży, gdzie Venomfang nie mógł rozwinąć swego pełnego arsenału (atakował więc jedynie paszczowo, czekając niecierpliwie na naładowanie się kolejnego zionięcia). W dodatku, Thoradin zaczął używać plaskacza. To znaczy: PLASKACZA. 

     Czyli inflict wounds. Na drugolewelowym slocie to naprawdę boli. Na tyle boli, że sprowadzony do 22 HP smok podkulił ogon i odleciał.

     Scenariusz jest nierówny. Kolejni przeciwnicy poupychani w kilku lokacjach miasteczka kompletnie nie przygotowują drużyny na finałowe wyzwanie, w dodatku są odrobinę nużący (nawet obiecujące pająki zostały po prostu rozstrzelane przez bohaterów zanim dotarły do zwarcia). Nie ma tu żadnych fabularnych sztuczek, ot, grind. Z drugiej jednak strony Venomfang i miejsce, w którym się znajduje, dało drużynie mnóstwo satysfakcji z walki. Gad zdecydowanie uratował przygodę :)

     Bohaterowie nie wracają jeszcze do Phandalinu. Reidoth znał lokalizację zamku Cragmaw, a tam przecież podobno gobliny wywiozły pechowego Rockseekera z pierwszej sesji kampanii. Już wkrótce podochoceni pokonaniem megagada koledzy przypuszczą szturm na tę twierdzę...


Komentarze

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Z kultystami Smoka właściwie dało się dogadać. Albo poprowadzić jak nasz MG, który wprowadził nas nimi w zasadzkę. I dopiero smok nas uratował. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No nie rozwijałem tu tego wątku, ale... drużyna też się z nimi dogadała. Deal był taki, że kultyści namówią Venomfanga do przenosin do ich świątyni na wschodzie. Tyle, że to była zasadzka, kultyści zaoferowali drużynę jako ofiarę, a Venomfang zionął... zabijając kultystów i powalając 3/4 drużyny :)

      Usuń
  3. Pierwsza przygoda i prawie zostałem ubity przez członka własnej drużyny :) Normalnie toż to woła pomstę :P No, ale na biwaku sobie to odrobię :P
    Walka ze smokiem i te emocje. Całe szczęście, że blokująca postać, czyli moja miała dużo szczęścia i nie dostała bęcków od wyżej wymienionego smoka.
    Sesja naprawdę bardzo udana i byle tak dalej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aquantus Paszczomyl, tak powinna się teraz przedstawiać ta postać ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty