Wyrollowane strzały goblinów

     Erpegowanie w czasach zarazy...

     O poprowadzeniu sesji online myślałem już kilka lat temu, w czasie jednej z moich przerw w erpegowej aktywności. Początkowo myślałem o Discordzie, potem jednak zdryfowałem ku Roll20, platformie dedykowanej przecież sieciowym grom fabularnym. Gry bez prądu przez komputer? Ta śmiała wizja jakoś nie spodobała się moim znajomym (poza Julkiem, którego przy okazji pozdrawiam) i pomimo cyklicznych przypomnień ani Discord, ani roll20 nas nie ugościły.

     Koronawirus wiele zmienił. Po pierwsze, część mojej starej gwardii zaczęła się przełamywać do tej innowacji, po drugie... pojawiła się nowa ekipa :) Nowa drużyna pochodzi ze wspaniałej forumowej społeczności CMForum (poświęconej zasadniczo Football Managerowi). Gra z kimś, z kim znam się jedynie wirtualnie, to dla mnie absolutna nowość :) Wszystko więc było dziś (a właściwie, to już wczoraj) dla mnie debiutem.

     Wszystko, poza scenariuszem. Po raz drugi już bowiem wszedłem na Szlak Triboarski, by dotrzeć do Phandalinu. Po raz drugi rozpocząłem kampanię "Lost Mine of Phandelver". To był zresztą wybór drużyny, nie mój - kilka miesięcy wcześniej ta opcja wygrała w głosowaniu :) I może dobrze, w tych wszystkich eksperymentach mam choć odrobinę znanego gruntu pod nogami.

     Tydzień temu urządziliśmy sobie sesję zero, na której powstali moi bohaterowie. W rolach głównych dziś wystąpili:

  • Ard Beor, człowiek, kapłan który porzucił eremickie życie, by przybliżyć światu miłosierdzie
    Aelar w pełni swojej chwały
    Ilmatera (za pomocą buławy) i mądrości swego mentora, którego imienia teraz (biada mi) nie pamiętam (grany przez Melera)
  • Bertold Droverson, człowiek, naukowiec, który porzucił swoją uczelnię (dochrapał się w niej nawet statusu profesora) by pójść drogą boskiego gniewu paladyna (grany przez Miśka)
  • Brachu, pierwszy półork w moim mistrzowaniu, w dodatku barbarzyńca; na razie poznał się z tego, że ciągnie go do lasu i nieźle macha toporem (gra go... Brachu)
  • Aelar, leśny elf, mnich (z czakonorrisowego odgałęzienia monastycznego, z benedyktynami wspólne ma jedynie podstawowe cechy anatomiczne), pyskaty i arogancki, jak to w elfim rodzaju często bywa (grany przez z0nka)
  • Illithor, kolejny leśny elf (rozpleniło się to niemożebnie, w Chrobacji też ich przecież pełno), tym razem klasycznie dla tych ostrouchych: łowca (z tych dystansowych raczej), (grany przez kolka23)

      Wynajęta przez Gundrena Rockseekera piątka bohaterów (?) kończyła właśnie wielodniowe konwojowanie powózki ze sprzętem górniczym do Phandalinu, gdy drogę zatarasowały ubite konie. Dwa konie. Przyczyna śmierci była od razu widoczna: naszpikowano je krótkimi strzałami o czarnych lotkach. Było w tych koniach coś, co wyraźnie kompanów zaniepokoiło: wóz został zatrzymany i zeskoczył z niego Illithor, by zlustrować krzaki gęsto zarastające oba pobocza. I dobrze, że to zrobił, gdyż w krzaczorach owych siedziały cztery gobliny. Nikt nie został więc zaskoczony, sytuację można było wreszcie rozwiązać starą, dobrą przemocą.

     Czterej przedstawiciele tej podłej pododmiany zielonoskórego narody bynajmniej nie grzeszyli legendarnym, goblińskim sprytem. Cztery to mniej niż pięć, szczególnie w sytuacji, gdy jednym z atakowanych był wielki, wściekły półork, a drugim adept faeruńskich sztuk walki. Piącha Aelara posłała do domu ojca jednego napastnika, drugiego chyba łuk Illithora, trzeci zaś został bestialsko zmasakrowany przez Bracha... Czwarty goblin przypomniał sobie o goblińskim sprycie i czmychnął w krzaki.

     Zaczęły się teraz dziać rzeczy niezwykłe, rzeczy, które mogłyby być ozdobą każdej sesji. Rozgrzany powaleniem goblina Aelar rozpoczął (a może wznowił) swój chroniczny spór z Ard Beorem o każdą rzecz, o którą można się było spierać. Jednym z rozlicznych otwartych frontów była kwestia, czy należy gonić uciekającego goblina. Kapłan uważał, że jak najbardziej tak, tego wymaga przecież boska sprawiedliwość (i mądrości jego mentora). Mnich postanowił w związku z tym wyraźnie zadać kłam agresywnej reputacji swojej profesji, optując za porzuceniem tropu i podążeniem do Phandalinu. Ostatecznie stanęło na tym, że chociaż się rozejrzą po okolicy. 

     Wytrawny łowca Illithor nie znalazł żadnych śladów. Ard Beor, który siedział wtedy nieco nadąsany na wozie, szybko wykazał mu jego niekompetencję: ledwo z wozu zlazł, a znalazł nie tylko ślady uciekającego goblina, ale i pokaźną ścieżkę ze śladami około dziesięciu jego pobratymców.

     Około dziesięciu. Ard Beor nagle przypomniał sobie kolejną mądrość swego mentora, która odradzała starcia z przeważającym wrogiem. Kompani rozszabrowali więc wszystko, co martwe gobliny miały przy sobie (Bertold jakimś cudem wbił się nawet w ich zbroję) i podjęli podróż do miasteczka, które ostatecznie osiągnęli wieczorem.

     Przy samym wjeździe do Phandalinu znajdował się cel ich podróży, magazyn Elmara Barthena. Kupiec przyjął ich uprzejmie... do czasu. Do Phandalinu nie dotarł przed nimi Gundren Rockseeker ze swoją jednoosobową obstawą, więc Barthen nie do końca chciał uwierzyć, że młody kradnolud chciał drużynie dać aż 10 sztuk złota na głowę. Dziewięć... no może tak, ale przecież nie dziesięć. Drużyna próbowała perswadować: najpierw poległ na tym Bertold, potem... potem próbował dokonać tego Ard Beor, ale wyrzucona jedynka sprawiła, iż Elmar przypomniał sobie brata zgwałconego kiedyś przez innego kapłana Ilmatera.

     Dostali dziewięć sztuk złota.

     W bonusie jednak otrzymali nowy quest: odnajdźcie Gundrena Rockseekera, a dostaniecie kolejne monety.

     Było wspaniale! Było wspaniale! Trochę na początku pokonały nas technikalia: roll20 jest cudowny, ale łączenie się ze sobą łatwe jednak nie jest, ostatecznie fonię dostarczać zaczął nam Discord. Nie przeszkodziło mi to uczestniczyć w fantastycznej przygodzie, i to pomimo faktu, że w gruncie rzeczy niewiele się tu zdarzyło (a w dodatku ja już tę przygodę raz ogrywałem). Online to dobra alternatywa na czas moru, powiadam wam to ze stuprocentową pewnością!

Komentarze

  1. Szczęśliwie mechanika 5 edycji nie różni się aż tak chyba od 3 i 4, ale moja pamięć to inna sprawa :D Zapewne kolejne sesje pójdą sprawniej, jak wszyscy już się ogarniemy w świecie d&d ;] także good job i obyśmy nie musieli spotykać innych rodzin zgwałconych przez kapłanów. Nie mogę doczekać się kolejnej sesji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mechanika jest w miarę prosta i myślę, że właśnie najlepiej uczy jej się "w praniu" :)

      BTW, errata: oburzony Brachu przypomniał mi, że on ubił dwóch gobosów, nie jednego! Illithor w takim razie pozostał jednak bez fraga...

      Usuń
  2. W międzyczasie pół-ork ujawnił swoją prawdziwą tożsamość. Nazwa się Grogho Dybuk.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty